Clippers PL

Informacje o Polsce. Wybierz tematy, o których chcesz dowiedzieć się więcej w Clippers PL

Wiele krajów sprzeciwia się rozszerzaniu handlu uprawnieniami do emisji

W.Podczas gdy Niemcy debatują nad nowymi krajowymi celami klimatycznymi po orzeczeniu Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, wszystko w Unii Europejskiej naprawdę kręci się wokół realizacji trudniejszego celu klimatycznego 2030, który właśnie został przyjęty. Oczekuje się, że do tego czasu emisje spadną o 55% w porównaniu z poziomem z 1990 r. W połowie lipca Komisja Europejska chce przedstawić konkretne propozycje, jak to zrobić. W świetle dużej liczby szczegółowych przepisów, w ramach których Unia Europejska pracuje nad ochroną klimatu, jest to zrozumiałe. Handel emisjami występuje w przemyśle, sektorze energii elektrycznej i lotnictwie, które obejmują 40 procent emisji. Istnieją krajowe cele ograniczenia pozostałych 60 procent, ruchu, budownictwa i rolnictwa. Ponadto istnieją indywidualne cele dotyczące zwiększenia efektywności energetycznej i rozszerzenia zakresu energii odnawialnej lub limitów emisji CO2 dla przemysłu motoryzacyjnego.

Krótko mówiąc: nie ma jednej polityki klimatycznej w Unii Europejskiej, ale jest jej dużo. Dlatego ekonomiści od dawna walczą o zmniejszenie liczby celów i rozszerzenie handlu emisjami. Dla wielu jest to najskuteczniejszy sposób ograniczenia emisji. Podejście jest proste: liczba praw jest ograniczona. Następnie uczestnicy rynku decydują, kogo i w jakim stopniu ograniczyć emisje. W ostatnich miesiącach handel emisjami pokazał, że może wysłać wyraźne sygnały cenowe w tym zakresie. We wtorek tona dwutlenku węgla po raz pierwszy kosztowała ponad 50 euro.

Dlaczego więc nie włączyć ruchu drogowego i budynków do handlu emisjami i w ten sposób zwiększyć udziału objętych emisji do 70 procent? Komisja ogłosiła tę jesienią ubiegłego roku, aczkolwiek bez sprecyzowania, jak ma ona wyglądać. Diabeł tkwi w szczegółach, między innymi dlatego, że koszty unikania CO2 są znacznie wyższe dla sektora motoryzacyjnego niż dla przemysłu. Ale teraz jest jasne, że państwa członkowskie i tak są temu zdecydowanie przeciwne. Tak przynajmniej wynika z wewnętrznego „raportu telegraficznego”, w którym ambasador Niemiec przy Unii Europejskiej Michael Klaus poinformował rząd w Berlinie o dyskusji, z którą kraje przygotowały spotkanie na szczycie pod koniec maja, kiedy temat był w porządku obrad. Raport jest dostępny dla FAZ.

READ  Opłaty bankowe w Sparkasse, Raiffeisenbank & Co.: „Pełne trzycyfrowe” zwroty - orzeczenie w sprawie „Knaller”

Strach przed konsekwencjami społecznymi

„Wiele państw członkowskich wyraziło zaniepokojenie planowaną ekspansją cen dwutlenku węgla na inne sektory” – czytamy w raporcie, a następnie wymieniono 11 krajów, w tym Polskę, Węgry, Czechy i Słowację, a także Włochy, Francję i Cypr. Powodem tego są społeczne konsekwencje rosnących cen, które towarzyszą życiu i prowadzeniu samochodu. W przypadku francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona pewną rolę odegrają doświadczenia z „protestami w żółtej marynarce”, wywołanymi planowanym wzrostem podatków od paliw kopalnych w ramach francuskiej transformacji energetycznej.

Z kolei w Unii Europejskiej było tylko pięć innych krajów. „Niemcy, Austria, Holandia i Dania są otwarte na wzrost cen emisji dwutlenku węgla” – mówi. Na początku roku Niemcy wprowadziły krajowy system handlu uprawnieniami do emisji dla budynków i ruchu, który chcą włączyć w ramy europejskie. Jedynie Finlandia posunęła się tak daleko, że opisała handel emisjami jako „podstawowe narzędzie redukcji emisji”.