Przegrywając wczoraj wieczorem mocno z Raptors (112:91), Heat potwierdzili swoje obecne zmagania: ósma porażka w dziewięciu meczach gangu Erika Spoelstry, który ma najgorszy bilans w całej NBA od początku grudnia…
Pamiętacie, kiedy Heat byli jedną z najprzyjemniejszych drużyn do oglądania i jedną z największych niespodzianek na początku sezonu? Wydaje się, że ten czas już się skończył.
Dobre wibracje października i listopada napłynęły do Zatoki Biscayne, podczas gdy stare demony wypłynęły na powierzchnię. Do starych demonów zalicza się zablokowany atak, który po raz kolejny wykazuje poważne ograniczenia: 91 punktów zdobytych tylko wczoraj wieczorem przeciwko Toronto, co stanowi najniższy wynik w sezonie i lata świetlne od ofensywnych eksplozji z pierwszych tygodni.
8 porażek w 9 meczach Heat.
Po całym zamieszaniu na początku sezonu.
Atak jest skomplikowany, Bam jest skomplikowany, w momencie, gdy Herro mógłby się przydać, jest wykluczony.
Mini przerwa świąteczna dobrze im zrobi, bo naprawdę ciężko jest patrzeć na Miami szczerze.
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 24 grudnia 2025 r
Erik Spoelstra i Heat zaskoczyli na początku sezonu całą NBA, całkowicie zmieniając konfigurację ataku: biegli z prędkością 160 km na godzinę, przejście za przejściem, i strzelali wszędzie, niemal całkowicie rezygnując z gry typu pick and roll. Wynik: około 125 punktów zdobytych każdego wieczoru. Nie będąc elitarnym atakiem pod względem czystej skuteczności, Miami znalazło jednak sposób na przechwytywanie obrony przeciwnika pomimo nieobecności najlepszego strzelca Tylera Herro.
Dziś wszystko jest trudniejsze, wszystko jest mniej płynne.
Gdy właśnie minął trzeci etap sezonu zasadniczego, Heat zdali sobie sprawę, jak skomplikowane jest utrzymanie rytmu „biegnij i strzelaj++” w miarę upływu czasu. Wyjaśnia to w szczególności fakt, że ambulatorium zaczęło się poważnie zapełniać (Tyler Herro, Nikola Jovic i Pelle Larsson byli nadal nieobecni w meczu z Toronto), co w ten sposób zmniejszyło głębokość składu. Biorąc pod uwagę ich bardzo wymagający pod względem fizycznym, ofensywny styl gry, Heat potrzebują wszystkich i płacą cenę, gdy w drużynie jest kilku nieobecnych.
Obrona przeciwników również zaczęła dostosowywać się, aby radzić sobie z szybką grą Heat, w tym próbować wcześnie blokować przejścia. W Miami element zaskoczenia już minął. Heat nie potrafią znaleźć rozwiązań, gdy gra zwalnia na połowie boiska. Rozczarowujące ofensywne występy Bama Adebayo, Andrew Wigginsa i Normana Powella wczoraj przeciwko Toronto są symptomatycznym faktem, że na Florydzie brakuje prawdziwego napastnika, zwłaszcza bez Herro.
Z drugiej strony obrona Heat pozostaje w pierwszej dziesiątce NBA, ale jej poziom również spada w porównaniu z początkiem sezonu. Kiedy atak jest słaby, wywiera większą presję na obronę. A gdy obrona jest słabsza, w okresie przejściowym jest mniej przystanków na ataki. To błędne koło.
„Nasi gracze są zmotywowani w szatni, ale musimy wejść na inny poziom. To nie wystarczy, musimy pójść dalej. To bezlitosna liga, w której przetrwają tylko najbardziej konkurencyjni. » – Erik Spoelstra po porażce z Knicks pewnego dnia
Wydaje się, że dzisiaj w Heat brakuje rozwiązań, a trener Spo będzie musiał ponownie wprowadzić niezbędne poprawki, aby powrócić do dobrej formy. Niektórzy fani Miami domagają się więcej minut dla drugoplanowego zawodnika drużyny Kel’el Ware (wczoraj 21), inni marzą o tym, aby pewnego dnia zobaczyć Giannisa Antetokounmpo w koszulce Florydy.
Tymczasem spadek trwa z ledwie wyrównanym rekordem (15 zwycięstw – 15 porażek) i kruchym ósmym miejscem na Wschodzie.
Atmosfera Miami Heat w listopadzie była naprawdę dobra. pic.twitter.com/SePRGL6rVT
— Row_dree_go (@metalero) 24 grudnia 2025 r