24 godziny po porażce w Phoenix wczoraj wieczorem Thunder całkowicie zmierzyli się z Charlotte Hornets (124-97). Aktualny mistrz w nowym 2026 roku zmaga się z grypą.
Miesiąc temu Oklahoma City zniszczyło wszystko na swojej drodze i wydawało się, że jest na najlepszej drodze do rozegrania najlepszego sezonu regularnego w historii NBA. Z ? Sześć porażek w dwunastu meczach Thunder, w tym trzy ze Spurs Victora Wembanyamy. OKC nadal pozostaje na pierwszym miejscu na Zachodzie, ale z obecnym mistrzem NBA wyraźnie jest coś nie tak.
Wyciąganie wniosków z ograniczonej próby meczów, zwłaszcza w okresie świątecznym, niekoniecznie jest łatwe, ale po stronie drużyny Oklahoma City nadal można dostrzec pewne trendy.
Pierwszym z nich jest brak adresu zewnętrznego: 39/11, który wczoraj wieczorem zdobył 3 punkty przeciwko Hornets i tylko 33% sukcesu w ciągu ostatnich dwunastu meczów. To po prostu piąty najgorszy odsetek w NBA w tym okresie. Otwarte strzały, które padały wcześniej, nie trafiały już w cel i nieuchronnie – uważaj na nadchodzącą obszerną analizę – trudniej jest wygrać w koszykówce, gdy pomarańczowa piłka nie wpada do kosza.
Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy Thunder mają braki powietrza w strzale z zewnątrz, co jednak nie powstrzymuje ich od wspólnych zwycięstw w przeszłości. I tu właśnie pojawia się nieprawidłowość w defensywie. Oklahoma City na początku sezonu przeszło z historycznie mocnej obrony do „bardzo solidnej” obrony, wyraźnie zmniejszając margines błędu po stronie ofensywnej. Thunder nie dusili już przeciwników przez 48 minut, którzy wykorzystywali to do zdobywania runów. Doskonały przykład z wczorajszego wieczoru: 21-9 w sześć minut od startu Hornets, 67 punktów straconych w pierwszej połowie, to robi wrażenie!
„Wygraliśmy wiele meczów, w których przeciwnik strzelał lepiej od nas, a my słabo trafialiśmy z dystansu za 3 punkty, a to dlatego, że byliśmy wierni zasadom, nad którymi mogliśmy panować. Będziemy musieli się z tego wyciągnąć wnioski, tak jak robimy to po każdej porażce i każdym zwycięstwie. » – Mark Daigneault, trener OKC
Niewpadające strzały z zewnątrz, obrona, która nie zawsze to rekompensuje, a także atak z połowy kortu, który czasami jest przewidywalny i pozbawiony rytmu (szczególnie pod koniec meczu), to mieszanka, która nieuchronnie kończy się porażkami.
Z zewnątrz też mamy wrażenie, że poczucie niezwyciężoności, które niosło ze sobą Thunder i które przestraszyło konkurencję, wyparowało w momencie, gdy Spurs trzykrotnie z rzędu uderzali w OKC (w tym raz w półfinale Pucharu NBA). Być może to tylko kontranaliza, ale Oklahoma City nie schodzi już na boisko z taką pewnością siebie, a przeciwnicy nagle czują, że mogą pokonać broniącego tytułu.
Jest to szczególnie widoczne, gdy Thunder są zdominowani pod względem intensywności, tak jak pewnego dnia przeciwko Suns, którzy zdeklasowali OKC w zbiórkach. Nieobecność Isaiaha Hartensteina (od końca grudnia) jest szczególnie odczuwalna w tym sektorze.
Wierzę, że Spurs przełamali Thunder…
— Nico TrashTalk 🏀 (@nicolasmeichel) 6 stycznia 2026 r
Dzięki statusowi aktualnego mistrza i potencjalnie historycznej drużyny Thunder każdego wieczoru mają na celowniku cel. A przy najmniejszym pogorszeniu koniunktury może obrócić się przeciwko ludziom Marka Daigneaulta.
Być może istnieje również reakcja związana z faktem, że Oklahoma City chciało pobić regularny rekord Warriors (73 zwycięstwa), ale obecnie wydaje się to nieosiągalne. Inni powiedzą, że Thunder skorzystali głównie na łatwym harmonogramie w pierwszej tercji sezonu, a niektórzy będą drażnić fanów OKC, mówiąc, że sędziowanie przestało pomagać Shaiowi Gilgeousowi-Alexanderowi i jego przyjaciołom.
W końcu Thunder zeszli ze swojej chmury i zdali sobie sprawę, że pora roku rzadko jest długą i cichą rzeką. Dobra wiadomość dla OKC jest taka, że spokojnie utrzymują się na szczycie Zachodu, a ten nieco skomplikowany okres powinien im jedynie pomóc w dalszym dążeniu do wyrównania.