Dlaczego Shai Gilgeous-Alexander powinien zostać wybrany MVP?

Oto debata o NBA, która od miesiąca napędza sieci społecznościowe: kto zostanie MVP sezonu zasadniczego 2025–26? Z tłumu wyraźnie wyróżnia się czterech kandydatów: Luka Doncic, Nikola Jokic, Victor Wembanyama i Shai Gilgeous-Alexander. Zaczynamy od zajęcia się sprawą gwiazdy Gromu, która pełni rolę „faworyta” własnej sukcesji.

Szybka prezentacja mężczyzny

  • Średni sezon: 31,6 punktów (55,1% strzelań, 38% rzutów za trzy punkty, 88,1% strzelań), 4,4 zbiórki, 6,5 asyst, 1,4 przechwytów, 0,8 bloków, 2,2 luźnych piłek.
  • Rozegrane mecze: 66 (stan na 7 kwietnia 2026 r.)
  • Aktualna pozycja w Rankingu MVP TrashTalk: 1.!

Dlaczego on, a nie ktoś inny?

Shai Gilgeous-Alexander jest, według najnowszego sondażu ESPN przeprowadzonego wśród międzynarodowych mediów (w celu odtworzenia warunków jak najbardziej zbliżonych do rzeczywistości), zdecydowanym faworytem w wyścigu o tytuł MVP. Kanadyjczyk kończy sezon, w którym – choć czasami krystalizował debaty na temat jego stylu gry – przede wszystkim kontynuował robienie tego, co potrafił najlepiej. Skuteczność w grze, nieprzeciętny atakujący i przede wszystkim skłonność do jeszcze większego wzrostu, gdy wymaga tego scenariusz.

Pharamiczne średnie statystyczne dotyczące siły roboczej, które niektórzy mogą uznać za zbyt wysokie, a które pozwoliłyby jej, zdaniem tych samych osób, na uzyskanie tak solidnego wkładu. Być może powinniśmy odwrócić problem: czy nie byłoby występem wystawienie tak solidnych liczb w składzie wyposażonym w zawodników potrafiących strzelać? Nie udajemy, że znamy odpowiedź, po prostu zadajemy sobie pytanie.

W wyścigu o MVP najważniejszy jest wpływ indywidualnego poziomu gry na zbiorowy wynik. Pod tym względem SGA plasuje się w czołówce: jej drużyna jest pierwsza na Zachodzie i ma obecnie najlepszy bilans w NBA. Jest najlepszym zawodnikiem w najlepszej drużynie. Fraza, która wciąż ma mnóstwo sensu, a której konkurencja nie może się pochwalić. Ofensywnie, także wizualnie stwarza – a to ważne w odczuciu wyborcy – czasami bezczelne wrażenie łatwości w wykonywaniu swoich ruchów.

W ważnych meczach też potrafi się sublimować: w tym sezonie średnio 32,8 punktu w stosunku do czołowej 10-tki w lidze, wzrost nie jest ogromny, ale na tyle znaczący, że możemy przyznać, że znakomicie wywiązuje się ze swoich obowiązków w starciu z dużymi obecnymi zespołami. Jest również bardzo chwytliwy. Fani Denver mogą to potwierdzić. W tej decydującej grze niewątpliwie wyprzedza swoich trzech bezpośrednich konkurentów.

Zwycięska drużyna Shai zmierzy się z Denver Nuggets anoche pic.twitter.com/EPYBBvqvxT

— Pasja Koszykówki (@PasionBasketNBA) 10 marca 2026 r

Przede wszystkim Shai Gilgeous-Alexander jest dobry jak metronom. Wykazał się niezwykłą konsekwencją, która zapisała się w historii, stając się zawodnikiem z największą liczbą meczów z rzędu z dwudziestoma lub więcej punktami. Marka do tej pory należąca do Wilta Chamberlaina, absolutnego potwora starożytności. Fakt, który zrobił duże wrażenie i który oczywiście działa na jego korzyść. Poza aspektem historycznym, w sposób bardziej pragmatyczny podtrzymujemy następującą obserwację: wchodzi na boisko, wybija co najmniej dwudziestu, a najwyżej ponad 35, niezależnie od sytuacji. I to, można powiedzieć, jest wysokiej jakości materiałem na MVP. Zwłaszcza, że ​​jej konkurenci czasami przeżywali zauważalnie złe czasy.

Jeśli chodzi o zachowanie na boisku, to także znajdziemy osobę dyskretną, która zabija przeciwnika po cichu i nie wyróżnia się niczym innym niż swoją koszykówką. Oczywiście wiesz, o którym zawodniku konkretnie myślimy i kto reprezentuje zupełnie inną koncepcję zachowania, szczególnie w stosunku do sędziów.

Jeśli chodzi o defensywę, Shai najwyraźniej nie należy do tej samej ligi co Victor Wembanyama. Gęstość defensywna jego drużyny na skrzydle daje mu luksus rzucenia (prawie) wszystkich swoich sił w grę ofensywną. Jednakże podczas ćwiczeń nie przebywa on na ulicy i wykonuje swoją pracę zgodnie z poleceniem, opiekując się robotnikami przeciwnika. Nie jest to jakiś prawdziwy plus, ale też i nie minus. Szczególnie przeciwko dwóm innym przeciwnikom, o których mówi się o braku aktywności w defensywie.

Co mogłoby go ukarać…

Fakt, że zdobył już tytuł raz i że konkurencja jest duża, nie jest czymś, co może pójść po jego myśli. Zwłaszcza przeciwko konkurentowi, jakim jest Victor Wembanyama, który uosabia swego rodzaju „świeżość” i ma zarówno defensywne, jak i ofensywne atuty, które uzupełniają jego ofertę. Jeśli Luka Doncic gra w lidze od kilku lat, przewagę ma także fakt, że w pewnym sensie nie został jeszcze wybrany.

Nawet jeśli musimy postawić się na miejscu wyborców, od których oczekuje się obiektywizmu, nie możemy nie wspomnieć tutaj o całej narracji wokół rzekomego „” gracza, która w tym sezonie jest nieustępliwa i która bez umiaru podsyca sieci społecznościowe. Mam nadzieję, że nie będzie to kryterium.

Werdykt

Shai Gilgeous-Alexander JEST faworytem tego sezonu. Za argumenty, które właśnie przedstawiliśmy, a także dlatego, że w poważnych sondażach zdobył już serca sporej liczby wyborców. Trofeum MVP powinno trafić do OKC, z napastnikiem, który jest zarówno cichy, jak i niezwykły. Konkurujące ze sobą przypadki są mocne, ale w debacie na temat tego, kto stanie na podium w wyścigu o tytuł MVP, tylko on nie ustępuje. I to jest piekielnie oznaka jego wyższości.