Giannis Antetokounmpo, Victor Wembanyama, Ja Morant, Anthony Davis, Jrue Holiday… W ostatnich dniach w NBA było mnóstwo urazów mięśni ud i łydek. Dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się danym na ten temat, aby spróbować zrozumieć, czy wielka liga nie stała się zbyt wymagająca fizycznie.
Kontuzje mięśni skutkujące krótkimi nieobecnościami, maksymalnie kilkutygodniowymi. Nie ma nic szokującego w NBA, bardzo fizycznej lidze ze szczególnie intensywnym tempem na boisku i poza nim dla organizacji. Jednak po zaledwie czterech tygodniach zawodów kilka gwiazd jest już w szpitalu, choć logicznie rzecz biorąc, spodziewalibyśmy się, że będą w świetnej formie, biorąc pod uwagę „kilka” meczów rozegranych do tej pory w sezonie zasadniczym.
Dlatego przyjrzeliśmy się wielu danym, aby zrozumieć, czy NBA i sposób, w jaki gra się w koszykówkę, mają związek z tego rodzaju „masakrą”, która miała miejsce na bardzo początku sezonu. Spoiler: odpowiedź kryje się w niuansach.
🤕 Czy NBA stała się zbyt „intensywna” dla organizmów zawodników?
Od początku sezonu szczególnie częste wydają się drobne kontuzje, które stawiają pytanie o rytm… i sposób, w jaki obecnie gra się w koszykówkę w NBA.
Mały (duży) wątek ⬇️ pic.twitter.com/5rICvVchmq
— Nicolas TrashTalk (@niclsvrg) 19 listopada 2025 r
Aktorzy świadomi problemu
Rozpoczynając nasze badania, staraliśmy się najpierw dowiedzieć, czy w lidze franczyzodawcy i osoby najbardziej narażone na konsekwencje urazów (trenerzy) byli świadomi tej sytuacji. wyprzedził nas w tej kwestii, pytając Steve’a Kerra – przed wtorkowym meczem Warriors w Orlando – o jego wrażenia na temat niedawnych kontuzji w NBA. Jego odpowiedź jest jasna:
„Personel medyczny (wojowników) uważa, że zużycie, prędkość i przebyty dystans są czynnikami powodującymi te kontuzje. Wszędzie w NBA wszyscy rozumieją, że łatwiej jest zdobyć bramkę, pokonując przeciwnika fizycznie w przejściach. Ale kiedy wszyscy tak robią, mecze są znacznie bardziej rytmiczne i szybsze. Każdy musi pokonywać większe dystanse w obronie, ponieważ wszyscy rzucają za trzy punkty. Mamy wszystkie dane. Zawodnicy biegają szybciej i dalej niż wcześniej. „
Rzeczywiście, nawet jeśli dane przechowywane przez Warriors (i inne franczyzy) są ściśle poufne, komentarze Steve’a Kerra mogą opierać się na różnych elementach liczbowych, które zebraliśmy podczas naszych badań na ten temat.
Jeśli chodzi o koszykówkę, NBA wymaga – i to jest wyraźnie widoczne wizualnie – od każdego zawodnika, aby wiedział, jak wszystko robić. Broń się na wielu profilach, atakuj w przejściach, graj zarówno na perkusji, jak i potrafisz karać za 3 punkty. To, co było segmentowane przed erą Warriors i small ball pod względem misji, nie jest już w ogóle segmentowane, a dla trenera Warriors wpływ na organizacje jest jasny.
Coraz bardziej wymagająca fizycznie NBA
Tak naprawdę, w kontekście statystyk zauważamy kilka rzeczy. na podstawie swoich archiwów określa, że NBA nigdy nie była tak szybka od lat 1988–89 pod względem szybkości gry i liczby posiadanych piłek na mecz. Dane, które muszą dotyczyć całkowitego dystansu pokonanego przez drużyny podczas spotkania.
W sezonie 2024–2025 drużyna NBA pokonywała średnio 29,5 km na mecz, co stanowi wzrost o prawie 2,5 km w porównaniu z sezonem 2013–2014, kiedy w lidze zaczęto rejestrować dane dotyczące przebiegu. ESPN dodaje, że ta odległość, a także średnia prędkość poruszania się zawodnika na początku sezonu 2025-26 (7,1 km/h) są jednocześnie najwyższymi w historii od początku zbierania danych.
Widzimy zatem, że NBA stale podnosi swoje standardy fizyczne, czy to pod względem szybkości ruchu, pokonywanych dystansów… ale także, jak wskazuje Steve Kerr, różnorodności wymaganych ruchów. Grozi to kontuzjami, choć przyznajemy, że wkraczamy tutaj w sferę spekulacji ze względu na brak dostępnych danych na ten temat.
Konsekwencja: ultraochronne franczyzy
Widzimy jednak bardzo wyraźnie, że franczyzy NBA, podobnie jak Kerr, zrozumiały niebezpieczeństwo, jakie stanowi taki rozwój sytuacji dla ich graczy. A wynik jest przytłaczający. W sezonie 2025/26 tzw. „gwiazdy” zawodników mają już wskaźnik wykorzystania po 12 meczach w NBA niższy od najniższych danych dla sezonu 2023/24, który miał miejsce na początku kwietnia, tuż przed play-offami, czyli okresem, w którym ważni gracze są zwykle prawie wszyscy wypoczęci.
Wykres jest przejrzysty. Ostatecznie możemy zasadnie zastanawiać się, jak NBA poradzi sobie z problemem, ponieważ nieobecność gwiazd oznacza mniejsze przychody (merchandising, sprzedaż biletów, streaming). Ale wrócimy do tego nieco później. I spróbuj spojrzeć, co teraz mówią liczby na temat liczby kontuzji w tym sezonie, w porównaniu z ostatnimi regularnymi kontuzjami po tej samej liczbie meczów.
Na marginesie: sprawa Victora Wembanyamy
Zatrzymamy się na chwilę nad sprawą Victora Wembanyamy, kontuzjowanego w łydkę i nieobecnego przez „kilka tygodni”. Wydaje się, że największy wpływ na ewolucję wymagań fizycznych NBA mają najwięksi gracze (w tym przypadku szczególnie Wemby). Większe segmenty powodują większe obciążenie mięśni w zakresie kontroli ruchu.
Większy wysiłek wymagany przy stabilizacji, przy ruchach eksplozywnych. Co oznacza większe ryzyko przy rosnącej częstotliwości meczów i intensywności? W przypadku człowieka o proporcjach Wemby (2,24 m) nie ma na ten temat danych i nie pozwolimy sobie na przypuszczenie. Nawet jeśli jest to kuszące i wydaje się logiczne…
Sprawa Wembanyamy wywołała w USA wiele dyskusji na temat możliwej korelacji pomiędzy kontuzją łydki a bardzo poważnymi powikłaniami, które mogą później wystąpić (ścięgno Achillesa), co miało wyjaśnić natychmiastową reakcję Spurs na jego nieobecność. Jest jednak kilka rzeczy, które musisz wiedzieć: Według Briana Suttenera (amerykański lekarz specjalizujący się w sporcie), który interesował się tym tematem, nie ma danych wskazujących, że dwa urazy tego typu mają naukowo udowodniony związek.
Ponadto, w dokumencie dostępnym w National Library of Medicine, badanie przeprowadzone na 51 przypadkach zerwania ścięgna Achillesa w NBA pokazuje, że tylko 5% ma problemy z mięśniami łydki. To zbyt mało, abyśmy mogli wyciągnąć jasne wnioski na temat związku między nimi.
Kontuzje, które się nie zwiększają… ale które kwestionują model NBA
Wracając do ogólnego tematu, czyli kontuzji mięśni na początku sezonu NBA, historia kontuzji w lidze dostarcza szczegółowej kontranalizy. Według analityka kontuzji NBA Rotowire, Jeffa Stottsaktórego praca nad identyfikacją usterek fizycznych jest imponująca, liczba kontuzji mięśni na tym etapie sezonu nie wzrosła w porównaniu z pięcioma ostatnimi regularnymi występami.
Zaciekawiły mnie najnowsze informacje na temat urazów łydek na Wemby i AD. Na początek kontuzje łydek NIE są częstsze w tym sezonie w porównaniu do ostatnich 5 sezonów. Często obserwuje się gwałtowny wzrost liczby urazów tkanek miękkich w okresie przedsezonowym i pierwszych 20 meczach w roku.
— Jeff Stotts (@InStreetClothes) 17 listopada 2025 r
Mamy zatem do czynienia z tematem, który głównie nabrał tempa i jest omawiany ze względu na nazwiska kontuzjowanych zawodników – supergwiazd – ale który nie znajduje jednoznacznego wsparcia w danych, z którymi mieliśmy okazję się zapoznać. Jednak te muskularne obawy otwierają temat sposobu, w jaki NBA jest obecnie konsumowana.
Franczyzy coraz częściej chronią swoje gwiazdy z logicznych powodów: zatrzymanie ważnego zawodnika oznacza znaczne zwiększenie szans, że będzie on gotowy we właściwym czasie na serię Playoff lub ważny mecz. Ale szkoda też pieniędzy na mecze, w których on nie gra, z powodów wymienionych powyżej. I to, jak powiedziałby Fred’ ze Skyrock, NBA „docenia tylko w połowie”.
Jak więc możemy rozwiązać problem? Być może poprzez zmniejszenie liczby meczów. Nie ma wątpliwości dla Adama Silvera, który w czerwcu 2025 roku (po poważnych kontuzjach Stephena Curry’ego i Jaysona Tatuma) wyjaśnił, że nie da się statystycznie powiązać kontuzji z liczbą meczów w sezonie NBA.
„Nie bardzo widzę sens zmniejszania liczby meczów. Ludzie są przyzwyczajeni do mówienia, że musimy zmniejszyć liczbę meczów, bo doprowadzi to do zmniejszenia liczby kontuzji. Nie ma absolutnie żadnych danych, które by to sugerowały. Gdyby tak było, można by pomyśleć, że w kwietniu jest więcej kontuzji niż w październiku. To nieprawda. Można też pomyśleć, że w fazie play-off jest więcej kontuzji niż w sezonie zasadniczym. To też nie jest prawda. »
Nawet Steve Kerr, choć opowiada się za skróceniem sezonu do 72 meczów (150 meczów mniej w całym sezonie), jest w tej sprawie nieco zrezygnowany (via ESPN).
„Wszystkie strony powinny zgodzić się na zarabianie mniejszych pieniędzy. W 2025 roku w Stanach Zjednoczonych życzę powodzenia. »
Jaka odpowiedź? Na razie nic nie przesądzającego. Być może zmniejsz długość meczów. Być może rozłóż sezon NBA na dłuższy okres. W każdym razie jedynym obowiązkowym warunkiem rozwiązania tego stale narastającego problemu z rytmem wydaje się być to, że to tak zwane rozwiązanie nie ma wpływu na ogólną działalność ligi.
Co powinniśmy stwierdzić?
Niedawne kontuzje nie są statystycznie odbiegające od normy pod względem objętości w porównaniu z poprzednimi sezonami. RAS, przesuń się? Nie, to nie jest takie proste. Musimy wziąć pod uwagę, że franczyzodawcy dysponują obszernymi danymi medycznymi, którymi my nie dysponujemy (patrz oświadczenie Steve’a Kerra na początku), i że ma to ogromną wartość w tym temacie. Musimy także cofnąć się o krok od danych i powiedzieć sobie, że publicznie dostępna próba być może nie jest jeszcze wystarczająco duża, aby umożliwić jednoznaczne wnioski w tę czy w drugą stronę.
Te błędy gwiazd „mimo wszystko” mają tę zaletę, że otwierają kolejny szczególnie interesujący temat: jak „lepiej” konsumować NBA, aby uzyskać więcej widowiska, zachowując jednocześnie atrakcyjność ekonomiczną ligi i zdrowie jej zawodników?