Cleveland, ogromny zakład James Harden

Redakcyjny. Dzięki odzyskaniu Jamesa Hardena zeszłej nocy po bardzo ważnym transferze do Clippers, Cavaliers odgrywają swoją rolę na sportowym poziomie. Odzyskaj tytuł tak szybko, jak to możliwe, ryzykując utratę nie tylko nowego rekruta, ale także Donovana Mitchella. Bardzo (zbyt) ryzykowny zakład…?

Cavaliers niewątpliwie wczoraj wieczorem złamali emocjonalnie wielu swoich fanów. Transfer Dariusa Garlanda pozostawi ślad. Jeśli nie jest najlepszym liderem w lidze, ani nawet w Konferencji Wschodniej, ani nawet w dywizji centralnej, to jest tym, który ucieleśniał duszę franczyzy aż do środy, 4 lutego.

Zawodnik, który przybył do Ohio tuż po zakończeniu ery LeBrona Jamesa, który nawiązał silną więź z fanami dzięki dwukrotnemu tytułowi All-Star… zawodnik często kontuzjowany w ostatnim czasie, ale ulubiony zawodnik, zawodnik totemu. Dziś wieczorem to się skończy, ten związek został złożony w ofierze na ołtarzu nieco szalonych nadziei na tytuł NBA.

Aby zdobyć tak upragniony tytuł NBA, Cavaliers skupili się na Jamesie Hardenie. Doświadczony zawodnik, który ma jak dotąd bardzo dobry sezon na poziomie indywidualnym i który kojarzony z Donovanem Mitchellem mógłby zdaniem zarządu franczyzy wynieść Cleveland na sam szczyt. Dwóch wybitnych napastników, którzy jedynie swoim talentem ofensywnym potrafią odwrócić losy meczu.

Geniusz podający Evana Mobleya i Jarretta Allena. Gracz, który może ulepszyć dwa wnętrza Kawalerów, znacznie zwiększając ich wydajność ofensywną, podczas gdy są już prawdziwą bronią na poziomie defensywnym. Całkiem imponująca piątka na papierze.

Tak, ale. Cleveland mogło dziś rozegrać jedną z największych partii pokera w swojej historii.

Zyskujemy potężnego napastnika, zabieramy też kiepskiego obrońcę, który za nim idzie. James Harden nie jest typem gościa, którego przydzielono do pilnowania głównego elementu przeciwnika. Wręcz przeciwnie, to on będzie naszym celem, aby bez większego wysiłku zdobywał punkty. A w przypadku serii Playoff jest to dalekie od idealnego planu.

Z Donovanem Mitchellem będziemy musieli dzielić się piłką i szanować hierarchię. Już myślimy o dostosowaniu się do gry Kenny’ego Atkinsona, ustanowieniu zdrowych relacji z kolegami z drużyny i biurem. Coś, czego Harden nie zawsze udawało się osiągnąć w przeszłości.

Potem przychodzi plan kontraktowy.

I tutaj Cavaliers grają bardzo dobrze. James Harden będzie wolnym agentem za kilka miesięcy, latem 2026 roku. Bardzo chce mieć ostatni duży kontrakt, aby zarobić jak najwięcej. Cleveland, puszczając Dariusa Garlanda, nie ma innego wyjścia, jak tylko dać Hardenowi pieniądze, o które prosi. I to nawet jeśli przygoda w play-offach w tym sezonie miała się zepsuć.

Włączenie Donovana Mitchella do równania dodatkowo komplikuje sprawę. Obecna gwiazda Cavs mogła równie dobrze, jak głosiły już niektóre plotki w tym sezonie i latem ubiegłego roku, zdecydować się na odejście w przypadku rozczarowujących wyników na wiosnę. Gorzej: zostać na dodatkowy sezon i wyjechać na wolność latem 2027 roku, czyli w dniu wygaśnięcia jego gwarantowanego kontraktu. To oznaczałoby, że Cavaliers mieliby 37-letniego Jamesa Hardena wynagradzanego maksymalnie i prawdopodobnie nieprzenoszalnego bez dodawania kapitału Draft i oczu do łez.

Cavaliers mają zatem maksymalnie 18 miesięcy na mistrzostwo NBA. Za tym oknem wkraczamy w to, co niejasne, wysoce hipotetyczne. Świadomość, że Pistons są na szczycie, że Celtics radzą sobie dobrze bez swojego najlepszego zawodnika, a Knicks wciąż mają duży skład zbudowany na play-offy.

Ogromne ryzyko, ale im większe ryzyko, tym większa nagroda, jak powiedziałby drugi.