Thunder – Pacers (1h30): remake Finałów 2025, w Indianapolis już słychać zemstę!

Pięć miesięcy po pojedynku w finale Oklahoma City Thunder i Indiana Pacers wracają na ring dziś wieczorem (1:30). Obecni mistrzowie przybywają do Indianapolis, Shai Gilgeous-Alexander w trzyczęściowym garniturze i pierścionku na palcu, podczas gdy wicemistrzowie wciąż liżą rany. Tyrese Haliburton odpadł, Myles Turner już nie istnieje, a Pascal Siakam musi to wszystko dźwigać. Krótko mówiąc, luksusowy remake na papierze, ale scenariusz gorzki w smaku dla mieszkańców.

Myśleliśmy, że przetrawienie pierwszego tytułu zajmie Thunder trochę czasu, ale oczywiście tak nie było. Od pierwszego meczu sezonu OKC musiało walczyć w dogrywce z Houston i to Shai zamknął postępowanie, w stylu bossa. Zespół nie zmienił się ani na jotę: ta sama struktura, ta sama filozofia, ta sama pewność siebie mistrza. Holmgren chroni lakier, jakby pod krawędzią znajdował się diament, bosko łysy Alex Caruso potrafi bronić się na wszystkich pięciu pozycjach, a kolektyw Marka Daigneaulta działa już na pełnych obrotach. Przesłanie jest jasne: nie ma mowy o pozostawieniu najmniejszego otwarcia tym, którzy chcieliby zająć ich miejsce.

Naprzeciwko Indiana stara się trzymać głowę wysoko, ale fundamenty się trzęsą. Bez Haliburtona atak traci swój metronom. Bez Turnera obrona traci swoją kotwicę, a także zagrożenie na odległość w ataku. Siakam musi nosić szyty na miarę kostium przywódcy. Bennedict Mathurin i Aaron Nesmith mogą być pełni energii, ale istnieje ryzyko szybkiego pogorszenia się sytuacji, szczególnie przeciwko Gromowi, który uwielbia karać najmniejszy spadek intensywności. Ale bądź ostrożny: duma upokorzonego finalisty może czasami zdziałać cuda, szczególnie w Gainbridge Fieldhouse, gdzie publiczność nie zapomniała ostatniego klapsa, jaki otrzymała.

Zatem tak, mistrz jest faworytem i wszystko wskazuje na to, że Oklahoma City wrzuci monetę z powrotem do maszyny. Jednak tego wieczoru będziemy oczekiwać czegoś innego niż prostego wyniku: reakcji zespołu, który musi się odbudować, dumy szatni, której nie da się wymazać, i być może – kto wie – odrobiny zapachu zemsty w świetle Indianapolis.