Brandin Podziemski, przedstawiany jako kluczowy element przyszłości Warriors, a nawet przyszłego All-Star, przechodzi obecnie jeden z najbardziej skomplikowanych okresów w swojej młodej karierze, pomiędzy rozczarowującymi występami, kiepskimi wypowiedziami i dużą presją na ramionach. Centrum.
Latem ubiegłego roku Brandin Podziemski pojawił się przed mediami z ambicjami zdobywcy. Zapytany, czy chciałby być tak dobry jak Stephen Curry, 22-latek nie wahał się ani chwili: chce być legendą Warriors.
Stwierdzenie, które mogło uchodzić za pewność siebie, niezbędną cechę charakteru w Wielkiej Lidze, ale zamiast tego zamieniło się w wciągającą piłkę.
Brandin Podziemski mówi, że jego celem jest być lepszym od Stepha Curry’ego
„Chcę być lepszy od niego, myślę, że to trudne zadanie, ale chcę zmaksymalizować swój talent w lidze i wyciągnąć z niego jak najwięcej”.
(Przez @NBCSWarriors ) pic.twitter.com/AVMVvcrAm9
— NBACentral (@TheDunkCentral) 22 października 2025 r
Według niektórych źródeł bliskich Golden State reakcja ta wywołała przewrócenie oczami i nadal jest wspominana przez kilku członków organizacji.
W szatni, w której wciąż grają Stephen Curry, Draymond Green i Jimmy Butler, ogłoszenie, że chcemy prześcignąć jednego z największych w historii koszykówki, nie pozostaje niezauważone. A kiedy po występach nie następuje, te słowa wracają jak bumerang w twarz.
Kilka osób z Warriors przewróciło oczami, gdy Brandin Podziemski powiedział, że chce być lepszy od Steph Curry, według @anthonyVslater
„W okresie poprzedzającym sezon Podziemski wygłosił szereg komentarzy na temat swoich długoterminowych ambicji zawodowych, w tym odpowiedź na konferencji prasowej… pic.twitter.com/sI34xodIkN
— NBACentral (@TheDunkCentral) 12 listopada 2025 r
Problem w tym, że Podz ma coraz więcej rozczarowujących występów.
Na początku sezonu 2025–26 zdobywa średnio 12,1 punktu przy 43,4% i 38,2% rzutów za trzy punkty. Statystyki same w sobie są zaszczytne, ale młody tył – potencjał dla Warriors – przede wszystkim sprawia wrażenie stagnacji. Co gorsza, gdy gra słabo, gdy nie trafia w sedno, szybko staje się celem krytyki ze strony drużyny Golden State.
Ostatni przykład wczoraj wieczorem, podczas porażki z Rockets: w spotkaniu, w którym Warriors prowadzili aż do 14 punktów, Podziemski nie wykorzystał dwóch kolejnych rzutów wolnych w doliczonym czasie gry, podczas gdy Golden State prowadziło 93-91. Te dwa niecelne strzały pozwoliły Rockets utrzymać przewagę i wygrać 104-100, eliminując Warriors z Pucharu NBA. Sekwencja, która ściska gardło, zwłaszcza gdy sprzedajesz siebie jako przyszłą twarz marki.
Breen: „Podziemski ma w tym sezonie 78% skuteczności w rzucie wolnym”
RJ: „Już nie”
Legler: *śmiech* pic.twitter.com/oxJJCRh9mQ
— CJ Fogler 🫡 (@cjzero) 27 listopada 2025 r
To, co najbardziej uderza w przypadku Podziemskiego, to rozdźwięk pomiędzy tym, czego się od niego oczekuje, a tym, co faktycznie produkuje na boisku. Steve Kerr przyznał, że jego zawodnik nie był w najlepszej formie, że wywierał na siebie zbyt dużą presję i po prostu musiał się zrelaksować, aby odzyskać koszykówkę. Ale na razie egzamin się nie powiódł.
Sytuacja staje się tym bardziej problematyczna, gdy umieścimy ją w ogólnym kontekście Wojowników. Zespół przechodzi okres zawirowań z bilansem 10-10, który nie spełnia oczekiwań. Podziemskiemu powoli kończy się debiutancki kontrakt (2027 rok) i już niedługo przyjdzie czas na rozmowy o pieniądzach. Jeśli jednak w najbliższej przyszłości będziesz musiał negocjować przedłużenie umowy, a Twoje wyniki nie będą na zadowalającym poziomie, poważnie komplikuje to dyskusję. Tym bardziej, że Golden State musi uważać z wydatkami. Warriors z pewnością skorzystali z opcji na sezon 2026/27, ale czy organizacja naprawdę liczy na niego w przyszłości? Kiedy pamiętamy, że franczyza czasami sprawiała, że Podz był nietykalny w potencjalnym dużym transferze (aby sprowadzić kolejną gwiazdę do Warriors), to pytanie dzisiaj boli.
Do tego dochodzi wymiar psychologiczny, który ma ogromne znaczenie. Podziemski złożył ambitne oświadczenia poza sezonem, mówiąc, że ma nadzieję, że Curry i Draymond Green zostawią mu klucze do franczyzy i że to on będzie kontynuował ich dziedzictwo. Powiedział też, że jest gotowy zdobyć ich zaufanie. Szlachetne słowa, z pewnością, ale dzisiaj nie mają one żadnego znaczenia, gdy spojrzymy na jego statystyki i wpływ na parkiet. Rzeczywistość jest brutalna: Podziemskiemu nie tylko nie udało się wykonać oczekiwanego skoku, ale wręcz w niektórych obszarach nastąpił regres w porównaniu do obiecującego debiutanckiego sezonu. I czasami mamy wrażenie, że przepaść pomiędzy starą generacją Warriors a nową się pogłębia.
Jeśli Brandin Podziemski nadal będzie w tym zespole po terminie wymiany, to nie obserwuję…
— TheWarriorsHouse (@GSWarriorsHouse) 27 listopada 2025 r
Dla Podziemskiego najtrudniejsze jest to, że wszystko to dzieje się w bezlitosnym świetle Zatoki.
Fani Warriors, przyzwyczajeni do doskonałości i tytułów, nie mają cierpliwości do słabych występów. Niektórzy otwarcie nawołują do jego odejścia z handlu, wierząc, że nigdy nie stanie na wysokości zadania. Inni wskazują na jego obecność latem na portalach społecznościowych lub pompatyczne deklaracje mające tłumaczyć brak koncentracji na koszykówce. Presja jest ogromna i mając zaledwie 22 lata Podziemski odkrywa, że chęć bycia kolejnym Currym oznacza także zaakceptowanie poziomu krytyki, jaki się z tym wiąże.
Dalsza część sezonu będzie decydująca dla Brandina Podziemskiego. Nie będziemy go dzisiaj pochować, ale będziemy potrzebować reakcji i to szybko, bo Wojownicy nie mają czasu czekać. Albo się pozbiera, odzyska skuteczność i udowodni, że zasługuje na zaufanie, jakim obdarza go organizacja, albo potwierdzi, że być może nie nadaje się do roli przywódcy przyszłego pokolenia Wojowników.
Steve Kerr powiedział niedawno, że Podziemski chciał zrobić za dużo i Warriors nie potrzebowali od niego więcej. Prosta, ale kluczowa rada: ponownie stań się dobry w swojej roli, zanim spróbujesz być doskonały w roli, która cię przerasta. Bo na razie, pomiędzy ambitnymi deklaracjami, które słabo się zestarzały, burzliwymi występami i spadającą ze wszystkich stron krytyką, dzieciak, który chciał przewyższyć Steph Curry, przeżywa koszmar na jawie.
A w NBA koszmary mogą szybko stać się biletami w jedną stronę do innej franczyzy…