To wiadomość tak zaskakująca, że ma sens. Biorąc pod uwagę przebieg kariery Bena Simmonsa, wydaje się, że przeznaczeniem wielkiego australijskiego rozgrywającego będzie nosić koszulkę Sacramento Kings. Zbliżał się wielkimi krokami.
Ostatniego lata tradycją stały się filmy przedstawiające trening Bena Simmonsa przed sensacyjnym powrotem do NBA. Od 2021 roku i porzuconego wsadu przeciwko Atlanta Hawks rozgrywający jest niczym więcej niż cieniem samego siebie, a mimo to franczyza wciąż wydaje się zmotywowana, aby dać mu szansę, a co za franczyza…
Według Dave’a Carmichaela Scott Perry, dyrektor generalny Sacramento Kings, udał się na Florydę, aby wziąć udział w treningu Australijczyka. Szansę, którą wykorzystałby, będąc „fantastycznym”.
https://t.co/E4cM7274to pic.twitter.com/efboPEBPQW
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 28 sierpnia 2026 r
Czym byliby Sacramento Kings bez ich romansu? Bez ich pragnienia odzyskania zagubionych dusz, próbowania skierowania ich z powrotem na piękną ścieżkę (i niepowodzenia). Są takie franczyzy, które odgrywają rolę w NBA. Lakers i Celtics są po to, by błyszczeć, Spurs zapewniają stabilność, Clippers to kolejka górska, Pelicans są niezbędni, aby pokazać, że w życiu zawsze jest gorzej, a Kings wiedzą, jak ustawić się dokładnie na skrzyżowaniu emocji i rozczarowania. Opis, który mógłby być również opisem Bena Simmonsa.
Kalifornijska franczyza ma obecnie w swoim składzie tylko 13 graczy z gwarantowanymi kontraktami. Muszą podpisać kontrakt z co najmniej dwoma kolejnymi zawodnikami, a priorytetem wydaje się odzyskanie rozgrywającego, który będzie rezerwowym – i weteranem – Dariusa Acuffa Jr.
Wszystkie elementy układanki pasują do siebie. Wątpiące dusze mogłyby nawet powiedzieć, że wszystko wydaje się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, więc trzeba poczekać na oficjalną informację. Powiadomienie od Shamsa Charanii w formie wybawienia.