Victor Wembanyama: „Gra o tytuł NBA to szansa na życie! »

Na konferencji prasowej po meczu Victor Wembanyama w swoich wypowiedziach był pełen słów. O jego sytuacji po zakwalifikowaniu się San Antonio do finałów NBA, o kolegach z drużyny, o natychmiastowej kontynuacji programu Spurs… a nawet o Greggu Popovichu. Robimy bilans!

Emocje są intensywne i różnorodne. Szczęście, ulga, determinacja, duma, przyjemność. Victor Wembanyama dużo mówił na konferencji prasowej po zwycięstwie Spurs nad Thunder w siódmym meczu. Zacznijmy od przypomnienia absolutnego szczęścia, że ​​w wieku zaledwie 22 lat znalazłem się w sytuacji walki o tytuł.

„Możliwość gry w Larry O’Brien Trophy (mistrzostwo NBA) to życiowa szansa, spełnienie marzeń. Nigdy nie wiadomo, czy to się powtórzy. Trudno to opisać słowami. To prawie tak, jakby to był sens mojego życia. »

A Obcy jest głodny i tłumaczy – niczym Michael Jordan w swoich czasach, choć trzeba być bardzo ostrożnym, wymieniając to imię, aby je porównać – że ma dość zwycięstwa.

„Wszystkie te godziny pracy mają na celu przeżycie tego rodzaju emocji. Bardzo chcę wygrać. Jakby od tego zależało moje życie. »

Wracając do kolegów z drużyny, z których część miała duży wpływ na mecz, chciał pogratulować całej grupie, a w szczególności Julianowi Champagnie (20 punktów, w tym decydujący rzut za trzy punkty) i Luke’owi Kornetowi, autorowi ogromnej kontrataku na Isaiaha Hartensteina, który w najlepszym momencie zmienił dynamikę meczu.

„Jest tak wielu facetów, którzy robią step-upy. Mój Boże. To nierealne szczęście. Moje życie jest niesamowite. Bycie wokół tych facetów, wygrywanie z tymi facetami, których tak bardzo kocham, jest niesamowite. Jestem taki dumny z Luke’a, taki szczęśliwy. To jest definicja zwycięskiej gry. Od tego, który chce tego najbardziej.

A Julian był niesamowity, zasługuje na wszystko, co go spotyka. To typ faceta, dla którego jesteś gotowy rzucić się na boisko, ponieważ daje z siebie wszystko. Jego historia też jest niesamowita: kilka lat temu odpadł z gry w NBA. Miał trudne chwile, ale przetrwał i popchnął swoją drużynę do finałów NBA. »

Gracz w najbliższej przyszłości nie może się tym nie cieszyć, nawet jeśli szybko będzie musiał przewrócić stronę i zaatakować kartotekę Knicks, przeciwnika rozpoczynających się w środę Finałów NBA.

„Nie da się nie delektować. Zbyt mocno. Mój zbiornik emocjonalny nie jest jeszcze wystarczająco duży, jest przepełniony. Niedługo będziemy musieli się ponownie skupić, ale na razie jest to niesamowita przyjemność. Szaleństwem jest to, że chcę to zrobić jeszcze 20 razy. Mam nadzieję, że nie stanie się to nałogiem, chyba że już nim jest. „

Wreszcie jego priorytetem numer 1 jest skontaktowanie się ze swoim mentorem z NBA, Greggiem Popovichem, który odmówił wypowiadania się w jego imieniu na temat znaczenia tego zwycięstwa dla byłego guru Spurs. Podsumowanie tego niezwykłego wieczoru, wyciągnięcie z niego wniosków i przygotowanie kontynuacji, która niezależnie od tego, co się stanie, zapowiada się szczególnie trudno.

„Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, nie wiem, co to dla niego znaczy. To ktoś, kto ma więcej doświadczenia trenerskiego niż prawie ktokolwiek inny. Przeszedł tak wiele, przechodzi przez tak wiele, że nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Muszę do niego zadzwonić, spotkać się z nim, porozmawiać z nim tak szybko, jak to możliwe. „