Winny strasznej straty piłki w ostatnich sekundach, winnego faulu Jalena Brunsona i dwóch niecelnych strzałów, w tym tego, który mógł zapewnić zwycięstwo, Victor Wembanyama doświadczył wczoraj koszmarnej końcówki meczu. Czy będzie w stanie się odbić?
Victor Wembanyama wziął na siebie odpowiedzialność po okrutnej porażce Spurs w drugim meczu. Nie miał innego wyboru. Na największej scenie światowej koszykówki, w meczu, który już po porażce w pierwszym meczu wyglądał jak mecz San Antonio, Wemby zwyciężył. A jego straszliwa strata piłki prawdopodobnie będzie mu się śnić przez długi czas.
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 6 czerwca 2026 r
Przegrana w meczu finałowym NBA zawsze jest trudna do przełknięcia. Przegrana w finale NBA po walce tak intensywnej i zaciętej jak wczorajszy mecz nr 2 jest jeszcze bardziej bolesna. Ale przegrana intensywnego i zaciętego meczu w finale NBA, a na dodatek czujesz, że to ty jesteś odpowiedzialny za porażkę, jest to potencjalnie traumatyczne przeżycie.
Właśnie przez to przechodzi Victor Wembanyama w czasie pisania tych zdań.
Drugi mecz na Wemby był meczem typu rollercoaster. Pierwsza połowa, w której miał widmowy atak (7 punktów przy zaledwie 4 strzałach), była ponownie zdominowana przez Karla-Anthony’ego Townsa. Sekundę, w której obudził się i zakończył mecz jako najlepszy strzelec meczu (29 punktów), dając nawet Spurs przewagę 104-102 dzięki 2+1 na minutę przed końcem.
A potem katastrofa…
Poniewczasie. Za trudne. Za dużo wszystkiego.
Wemby pokazał drugą połowę na bardzo wysokim poziomie, ale jego wykończenie i pierwsza połowa były okropne.
Dwa niecelne strzały na mecie, kluczowa strata piłki, wyrzucenie KAT, on pomyśli, że to naprawdę hardkor. pic.twitter.com/6HkcFdnGMP
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 6 czerwca 2026 r
W podróży gracza NBA zdarzają się czasem godne uwagi momenty, które mogą określić resztę jego kariery, pozytywnie lub negatywnie. Nieudana końcówka meczu Victora Wembanyamy bardzo przypomina tę. Za stawkę, dramaturgię, okrucieństwo porażki…
Wemby prawdopodobnie nigdy nie czuł takiej pustki na parkiecie koszykówki NBA. Ta sama pustka, jaką odczuwał niejaki Chris Webber, gdy ten ostatni wziął przerwę na żądanie, której jego zespół nie miał już w ostatnich sekundach finału uniwersyteckiego w 1993 roku. Wyraz jego twarzy po stracie piłki i faulu na Brunsonie jest niestety symboliczny.
„Czy żałuję?” Oczywiście, że tak. Czy to będzie paliwo na mecz nr 3? Absolutnie. » – Victor Wembanyama po zakończeniu meczu
Ten, który od przybycia do Ligi w 2023 roku wspiął się po wszystkich szczeblach w rekordowym tempie, właśnie na oczach całej planety przeżył bolesny postój.
Niektórym nigdy nie udaje się otrząsnąć po takim załamaniu. Szczególnie myślimy o Nicku Andersonie, byłym zawodniku Magic, który nie wykorzystał czterech kolejnych rzutów wolnych podczas finałów NBA w 1995 roku, skazując swoją drużynę na ucieczkę tuż za nim. Już nigdy nie będzie taki sam.
Są też tacy, którzy wykorzystują ten ból jako motywację, aby wrócić silniejsi. To właśnie często wyróżnia największych.
W 1997 roku, jako debiutant, Kobe Bryant wypuścił cztery piłki powietrzne w doliczonym czasie gry w fazie play-off, stając się jednym z najlepszych graczy w historii. Podczas finałów w 1984 roku Magic Johnson zyskał przydomek „Tragiczny Johnson” po wykonaniu serii piłek w ważnych momentach – trudnym momencie, o którym legenda Lakersów mogła zapomnieć dzięki swojej wielkości na boisku. LeBron James podczas finałów w 2011 r. nieźle się zakrztusił w meczu z Dallas, po czym stworzył CV, które umieściło go w debacie na temat GOAT.
Victor Wembanyama ze wszystkiego, co nam do tej pory pokazał, jest wykonany z tego samego drewna. Ma DNA największych. Umiejętność odbicia się, zareagowania, przekroczenia samego siebie w obliczu wątpliwości. Tak, będziesz musiał być silny psychicznie, aby jak najszybciej przewrócić stronę, ale Obcy udowodnił, że jest równie mocny w głowie, jak i fenomenalny na poziomie fizycznym.
Końcówka meczu Victora Wembanyamy to oczywiście bardzo trudny moment w jego młodej karierze.
Ale byli tam inni wielcy:
– Magic Johnson otrzymał przydomek Tragiczny Johnson po 84 finałach
– Kobe wypuścił 4 piłki powietrzne w doliczonym czasie gry w… pic.twitter.com/r3RWSVIdMq
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 6 czerwca 2026 r
Do finałów NBA pozostały jeszcze co najmniej dwa mecze, a może i więcej. Najlepszy sposób, aby zapomnieć o tej okropnej końcówce meczu? Idź do Madison Square Garden i ucisz tysiące nowojorskich fanów, którzy myślą tylko o świętowaniu swojego pierwszego tytułu od 53 lat.
Wyzwanie godne chłopca, fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie.