Mitch Johnson w celowniku: wybory, które drogo kosztują Spurs

Drugi mecz finałów NBA pomiędzy Spurs a Knicks rozegrał się na bardzo blisko końca meczu, ale przede wszystkim w wyniku serii decyzji i „braków decyzji” po stronie drużyny San Antonio, które w dużej mierze budzą wątpliwości. Pomiędzy zarządzaniem przerwami na żądanie, wykorzystaniem Victora Wembanyamy i bardzo kontrowersyjnymi wyborami, Mitch Johnson znajduje się w centrum analizy.

Na sam koniec meczu, na 40 sekund przed końcem, obie drużyny remisują (104-104), a Spurs decydują się na kolejną próbę po przerwie. Pomysł jest klasyczny w NBA: zmaksymalizować liczbę pozostałych posiadań… a następnie 40 sekund na zegarze wciąż pozostawia dobre 15 sekund na wprowadzenie systemu i odzyskanie ostatniego posiadania.

Ale wykonanie stwarza problem. Posiadanie piłki skutkuje strzałem ze średniej odległości Victora Wembanyamy oddanym bez kreacji, bez realnej przewagi nad przeciwnikiem, a strzał nie wpada w bramkę.

Não curti muito esse 2 za 1 do Spurs não… pic.twitter.com/vPgr5Mchw9

— NBA do Povo 🏀🇧🇷 (@NBAdoPovo) 6 czerwca 2026 r.

Sekwencja przede wszystkim pozostawiła wrażenie pośpiechu. Przerwa na żądanie, która miała uporządkować grę, ostatecznie doprowadziła do sterylnego posiadania piłki… co sprawia, że ​​zastanawiasz się, co chłopaki powiedzieli sobie podczas przerwy na żądanie (mając nadzieję, że nie był to system wprowadzony przez Mitcha Johnsona, bo w przeciwnym razie, cóż, to było naprawdę okropne!).

Atak wymykający się spod kontroli

Przez cały mecz Spurs doświadczyli kilku trudnych sekwencji ofensywnych, szczególnie w drugiej i trzeciej kwarcie. Gra Teksańczyków stała się bardziej statyczna, posiadanie bardziej indywidualne, a krążenie piłki mniej płynne. W obliczu bardziej stabilnej i bardziej zdyscyplinowanej obrony Knicks, San Antonio stopniowo traciło skuteczność i ciągłość.

Szczególnie pierwsza połowa Victora Wembanyamy pokazuje, jak naprawdę grają Spurs. Francuz zakończył pierwszą kwartę zaledwie czterema celnymi strzałami… i nawet jego trener Mitch Johnson zauważył szaleństwo po meczu:

„Muszę się upewnić, że w niektórych sytuacjach piłka dotrze do niego. Ale on musi też uważać, aby nie polegać wyłącznie na tym przy oddawaniu strzałów. Cztery strzały w jednej połowie na tym poziomie są nie do zaakceptowania. „

Mitch Johnson o tym, dlaczego Wembanyamie tak trudno było zaangażować się w ofensywie w pierwszej połowie:

„Muszę się upewnić, że piłka go znajdzie. Myślę, że musi się upewnić, że nie będzie mógł na tym polegać przy oddawaniu strzałów.

Ale tak, 4 strzały w… pic.twitter.com/W19jgUY14L

— Wemby Alien Era (@WembyAlienEra) 6 czerwca 2026 r

Obserwacja jest dwojaka: z jednej strony Victor jest słabo obsługiwany na sprzyjających obszarach. Z drugiej strony nie zawsze udaje mu się w wystarczającym stopniu narzucić w grze swoją ofensywną obecność… a to też, proszę państwa, zadanie trenera!

Kluczowy moment: strata Wemby pod koniec meczu

W końcówce meczu, przy remisie 104, Wemby zebrał się po niecelnym strzale Jalena Brunsona. Do końca gry pozostało około 13 sekund i zamiast zwlekać, próbuje natychmiast rozpocząć grę od nowa. Posyła podanie do Stephon Castle, zajętego wszystkim poza oglądaniem piłki, a podczas źle kontrolowanej akcji Brunson odzyskuje piłkę, fauluje i daje przewagę Knicks. Ta sekwencja staje się punktem zwrotnym meczu.

Absolutnie nie chcę usprawiedliwiać Wemby’ego, jego strata piłki jest straszna i wyraźnie jest to JEGO błąd.

Ale gdybyś był Mitchem Johnsonem, czy nie pomyślałbyś o wzięciu przerwy na żądanie po nieudanym trafieniu Brunsona?!pic.twitter.com/xAoIV5XDrI

— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 6 czerwca 2026 r

Choć w tamtym momencie Wemby wyraźnie zawinił, decyzja Mitcha Johnsona również rodzi pytania. Po niecelnym strzale Brunsona zdecydował się nie skorzystać z przerwy na żądanie i pozwolić, aby posiadanie piłki dobiegło końca. Po co?

Chodzi o to, aby wykorzystać zamieszanie i uniknąć przywrócenia dobrej formy obronie Knicks, co jest zrozumiałe. Jednak w rzeczywistości San Antonio znajduje się w słabo kontrolowanej sytuacji i nie ma jasnej struktury naprawy. A dla młodego zespołu, który stoi w obliczu bezprecedensowej sytuacji, w gorącym okresie finałów NBA, przerwa na żądanie byłaby dobrym rozwiązaniem! To pozwoliłoby chłopakom odetchnąć, zapewnić sobie wrzut z autu i zorganizować ostatnie posiadanie. A w najgorszym przypadku w przypadku niecelnego strzału następuje dogrywka.

To nie pierwszy raz, kiedy Mitch Johnson zdecydował się pozwolić grze grać zamiast skorzystać z przerwy na żądanie: pamiętajcie o porażce z Wilkami w pierwszym meczu półfinału Konferencji Zachodniej.

Spurs nadal mieli przerwę na żądanie przy ostatnim posiadaniu. Mitch Johnson wolał go nie używać:

„Miałem wrażenie, że oni (Wilki) nie byli dobrze zorganizowani i że mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby podnieść piłkę i oddać strzał… Nie mam żadnych skarg na… https://t.co/CfHEX0PsjE

— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 5 maja 2026 r

Mitch Johnson: pułap osiągnięty?

Krótko mówiąc, w tamtym momencie plan Mitcha Johnsona opierał się na prostej logice: zaakceptować pewną dozę niepewności w nadziei na stworzenie szybkiej okazji. Problem w tym, że w tej sekwencji chaos przyniósł więcej korzyści Knicks niż Spurs. A w zaciętej końcówce meczu duże znaczenie miał brak jasnych warunków posiadania piłki.

Ostatecznie, pomiędzy nieregularnym użyciem Victora (i znowu nie jest to pierwszy raz), trudnym atakiem w kilku ważnych sekwencjach i zarządzaniem przerwami na żądanie, które zaczyna być problematyczne, Mitch Johnson ponosi znaczną część odpowiedzialności za porażkę Spurs.

Obowiązkowa reakcja spodziewana w trzeciej grze (witaj, tato?).