Kolejka górska w Hollywood jest fajna, ale w środku sezonu NBA… jest trochę bardziej męcząca. Jednak właśnie to oferują nam w tym roku Los Angeles Clippers: całkowicie nieprawdopodobny powrót. Po wczorajszym zwycięstwie nad Knicks 126-118 koledzy z drużyny Kawhi Leonarda w końcu ustanowili zrównoważony bilans: 32-32.
Wynik pudełkowy tego zwycięstwa w Los Angeles:
Clippers wracają do równowagi? Nie spodziewaliśmy się tego. Bo pamiętajmy o scenariuszu: raczej czysty początek sezonu (6-3), wszystko idzie dobrze, mówimy sobie, że kalifornijska machina się obróci. A potem… czarna dziura. Upadek modelu, wielka sztuka. Franczyza zmienia się w okropną atmosferę w poczekalni w Inglewood od 9:23.
I jakby tego było mało, w środku tego chaosu odcinek godny telenoweli Netflixa: historia Chrisa Paula. Historyczny lider, twarz całej ery marki, całkowicie zamazany. Żadnego prawdziwego wyjaśnienia, rozłąka na tle nieporozumień, ale przede wszystkim gorzki posmak w ustach wszystkich. Krótko mówiąc, mieliśmy świetny sezon, aby pojawić się w poniedziałkowych punktach tankowania TrashTalk.
Opatrznościowy człowiek
Jednak od połowy grudnia Clippers postanowili uporządkować sytuację. Powoli, ale pewnie, w oparciu o jednego człowieka: Kawhi Leonarda.
W meczu przeciwko Knicks skrzydłowy po prostu przypomniał sobie, że był jednym z najbardziej przerażających koszykarzy na świecie, gdy jego ciało powiedziało mu „tak”. Podczas gdy duet Jalen Brunson – Karl-Anthony Towns dał radę po stronie nowojorskiej (28 punktów, 8 asyst dla jednego i 35 punktów, 12 zbiórek dla drugiego), Kawhi przeszedł przez mecz: 29 punktów, 7 zbiórek, 8 asyst. Vintage Kawhi w wersji MVP, która od kilku tygodni zachwyca. I szczerze… jak miło, gdy Kawhi gra na takim poziomie!
Kawhi Leonard zwrócił się przeciwko sobie OG Anunoby! 😱 pic.twitter.com/0sHYfKAtjX
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 10 marca 2026 r
Mieć nadzieję?
Dziś Los Angeles znajduje się na 8. miejscu na Zachodzie. Na papierze nic nadzwyczajnego… ale biorąc pod uwagę to, skąd pochodzą, to prawie mały cud. Najlepszym podsumowaniem tego sezonu będzie chyba zdanie Nicolasa Batuma z niedawnego wywiadu dla Basket USA: I trudno mu udowodnić, że się myli. Pomiędzy koszmarem na początku sezonu, dramatem Chrisa Paula, grą domino w ostatecznym terminie i powrotem na parkiet… Clippers doświadczyli tego wszystkiego.
Prawdziwe pytanie dzisiaj: czy ten powrót do równowagi to tylko powiew świeżego powietrza… czy początek powrotu przestrzeni kosmicznej na Zachodzie? Jedno jest pewne, mając Klipy w tej dynamice, lepiej nie łapać ich w fazie play-in (witajcie Słońca, witajcie Wojownicy). A gdy Kawhi będzie w trybie cyborga, pierwsza runda play-offów może natychmiast stać się mniej przyjemna dla OKC lub San Antonio, jeśli ludzie Tyronna Lue zakwalifikują się…