Cóż za porywający mecz! Nie wszystko było piękne i dopracowane, szczególnie w ofensywie, ale Spurs i Pistons toczyły prawdziwą wojnę na wrzącej Little Caesars Arena. Dziewiąte zwycięstwo z rzędu San Antonio (114-103) i to dobrze wpłynie na pewność siebie grupy.
Wynik tego wielkiego zwycięstwa Teksańczyków:
Zbyt często mecze w sezonie zasadniczym są oczerniane. Kibice domagają się wyższego poziomu intensywności, porównywalnego do tego z play-offów. To właśnie zapewnili fanom Detroit Pistons i San Antonio Spurs w ten poniedziałkowy lutowy wieczór.
W pierwszej połowie niektórzy zastanawiali się nawet, czy podopieczni JB Bickerstaffa nie przekroczyli pewnej granicy, skoro w centrum debat i każdej akcji znajdowała się intensywność fizyczna. Jednak ograniczenie ich występu (na 24 minuty) do tego i tylko tego byłoby zbyt uproszczone. Szczególnie Ron Holland i Jalen Duren byli godni podziwu w swoich strojach, podczas gdy Cade Cunningham pokazał całą swoją niezdarność.
Cade Cunningham opuścił mecz ze Spurs.
15 punktów, 10 asyst i 6 zbiórek, ale 5/26 celnych strzałów, 5 niezbyt dobrze odczuwalnych fauli i mnóstwo frustracji. 😕
Ogromna praca Stephona Castle’a przy tworzeniu raportu.
Przydatna lekcja na przyszłość szefa MoTown. pic.twitter.com/eYaJZKlEae
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 24 lutego 2026 r
Nawet bez dobrego zawodnika franczyzowego miejscowi, wspierani przez świetną publiczność, wrócili do szatni w kontakcie ze Spurs, którzy również mieli trudności ze znalezieniem ofensywnych rozwiązań w obliczu dławiącej obrony.
Jednak po Devinie Vassellu to Stephon Castle wziął się do roboty i znalazł rozwiązania, które pozwoliły mu zbliżyć się do kosza i zwiększyć prowadzenie swojej drużyny. Victor Wembanyama, przepychany i dominowany na początku meczu, cały czas nabierał rozpędu, aż w czwartej kwarcie został najlepszym zawodnikiem meczu: 21 punktów, 17 zbiórek i 6 bloków dla Obcego.
Jak zakończyć mecz? 🇫🇷pic.twitter.com/gZI6plVyM4
— TrashTalk (@TrashTalk_fr) 24 lutego 2026 r
To spotkanie było pułapką dla młodych Spurs i do przerwy irytująca porażka była scenariuszem, który wydawał się wcale nieprawdopodobny. ale po raz kolejny zespół Mitcha Johnsona znalazł rozwiązania, które zapewniły zwycięstwo. Dziewiąte zwycięstwo z rzędu, które dodało drużynie ogromnej pewności siebie. Wiedzą teraz, że mogą zareagować na intensywność play-offów i wygrać, nawet jeśli liderzy ofensywy nie mogą znaleźć rytmu.
Wszyscy gracze, którzy grali w tym meczu, nabrali doświadczenia i dojrzałości na niecałe dwa miesiące przed play-offami, a widzowie docenili swoje pieniądze. Gdyby ten plakat miał przedstawiać najbliższe finały NBA, niewiele osób narzekałoby…